Brzmi absurdalnie?
Przecież w takiej formule świetny kandydat, który złożył podanie jako 101, nie miałby praktycznie żadnych szans na dostanie się na uczelnię. Nie dlatego, że był słabszy od innych. Po prostu pojawił się później. Wszyscy uznaliby taki proces za niesprawiedliwy, chaotyczny i kompletnie pozbawiony sensu. Trudno byłoby mówić o wyborze najlepszych kandydatów, skoro część osób została odrzucona jeszcze przed oceną swoich kompetencji.
A teraz spójrzmy na współczesną rekrutację do pracy.
W wielu firmach wygląda ona dokładnie w ten sposób.
Ogłoszenie zostaje opublikowane rano. Po kilku godzinach pojawia się kilkadziesiąt CV. Rekruter zaczyna przeglądać kandydatów i umawiać pierwsze rozmowy. Po pewnym czasie znajduje kilka „wystarczająco dobrych” osób, więc proces praktycznie przestaje istnieć. Kolejne aplikacje wprawdzie nadal spływają, ale często nikt nie analizuje ich już z taką samą dokładnością. Część kandydatów odpada tylko dlatego, że aplikowali później.
To nie jest selekcja najlepszych talentów.
To selekcja najszybszych kandydatów.
Różnica wydaje się subtelna, ale w praktyce jest ogromna. Jeśli firma naprawdę chce zatrudnić najlepszą możliwą osobę, powinna porównać wszystkich kandydatów według tych samych kryteriów. Inaczej cały proces zaczyna przypominać loterię, w której liczy się moment kliknięcia przycisku „Aplikuj”, a nie realne kompetencje.
Na uczelniach działa to inaczej. Tam najpierw zbiera się wszystkich kandydatów, a dopiero później tworzy ranking. Każda osoba oceniana jest według tych samych zasad. Liczą się konkretne wyniki, osiągnięcia, punkty i wymagania danego kierunku. Nie ma znaczenia, czy ktoś złożył dokumenty pierwszego dnia czy kilka godzin przed końcem terminu. Najważniejsze jest to, jak wypada na tle całej grupy kandydatów.
I właśnie ranking jest tutaj kluczowy.
Nie wybiera się „pierwszych sensownych osób”. Wybiera się najlepszych spośród całej dostępnej puli.
Taki model jest znacznie bardziej uczciwy zarówno dla kandydatów, jak i dla organizacji. Ogranicza przypadkowość i pozwala podejmować decyzje w bardziej obiektywny sposób. Kiedy każdy kandydat oceniany jest według tych samych kryteriów, trudniej o sytuacje, w których decydują emocje, pierwsze wrażenie albo zwykłe zmęczenie rekrutera po kilku godzinach przeglądania CV.
Bo właśnie zmęczenie jest jednym z największych problemów współczesnej rekrutacji.
Po przejrzeniu 20 CV oceniamy kandydatów inaczej niż po przejrzeniu 150. Po kilku godzinach selekcji człowiek zaczyna działać automatycznie. Szuka szybkich powodów do odrzucenia aplikacji. Coraz mniej uwagi poświęca szczegółom. Coraz częściej działa intuicyjnie zamiast analitycznie.
W efekcie o przejściu do kolejnego etapu potrafią decydować rzeczy kompletnie niezwiązane z kompetencjami. Układ CV. Zdjęcie. Długość dokumentu. To, czy kandydat został polecony przez znajomego. Czasem nawet zwykły przypadek.
I właśnie dlatego coraz więcej firm zaczyna zmieniać sposób myślenia o preselekcji kandydatów.
Nie chodzi o to, żeby człowieka zastąpić. Chodzi o to, żeby człowiek mógł podejmować decyzje na podstawie pełniejszego obrazu sytuacji.
Właśnie w taki sposób działa Hero Parser.

Zamiast analizować kandydatów po kolei, system ocenia całą pulę aplikacji i tworzy ranking dopasowania do stanowiska. Każde CV analizowane jest według tych samych kryteriów. Jeśli firma szuka programisty Java, większe znaczenie mają doświadczenie w Javie, znajomość konkretnych technologii i projekty techniczne niż atrakcyjny szablon CV. Jeśli szuka handlowca z językiem niemieckim, kluczowe stają się doświadczenie sprzedażowe i znajomość języka, a nie to, kto aplikował pierwszy.
To nie jest scoring społeczny.
To nie jest ocenianie ludzi „za wszystko”.
To po prostu uporządkowany ranking kandydatów w oparciu o jasno określone wymagania związane ze stanowiskiem.
Dokładnie tak, jak wygląda rekrutacja na studia.
I właśnie dlatego taki model jest znacznie bliższy uczciwej selekcji niż tradycyjne ręczne przeglądanie CV w kolejności zgłoszeń.
Bo jeśli naprawdę chcemy zatrudniać najlepszych ludzi, musimy porównywać kandydatów z całą dostępną pulą, a nie tylko z tymi, którzy pojawili się na początku procesu.
Inaczej rekrutacja przestaje być wyborem najlepszych talentów, a zaczyna być konkursem na to, kto szybciej wyśle swoje CV.





